Z rowerami w Pieniny

Krościenko nad Dunajcem dawniej miasto królewskie (obecnie wieś gminna) położone u podnóża Pienin, Gorców i Beskidu Sądeckiego było bazą wypadową Roweraków w dniach 15-19 czerwca 2022 roku. Prawie 20-osobowa grupa zamieszkała w Pensjonacie u Wiki w górnych partiach miejscowości co już na początek odczuliśmy. Dla nas ceprów (jak mawiają górale o ludziach z nizin) samo podejście pod górkę stanowiło spory wysiłek nie mówiąc o podjeździe rowerem bo ten w ogóle nie był możliwy. Za to wspaniałe widoki gór, kolorowe pola, zabudowania, lasy były nagrodą dla tych co wspinali się na Trzy Korony czy Sokolnicę z której rozciąga się widok na piękny zakątek Polski– przełom Dunajca. Nie wszyscy i nie zawsze wyruszali w trasę rowerami – mieliśmy do dyspozycji busa co też pozwoliło tym mniej wprawnym rowerzystom zwiedzić okolicę. Ciekawostkami dla wszystkich niewątpliwie był Czerwony Klasztor po Słowackiej stronie, spływ Dunajcem,  zamki w Niedzicy i Czorsztynie, przeprawa łodzią przez Jezioro Czorsztyńskie. To ostatnie powstało w ostatnich latach ubiegłego wieku poprzez spiętrzenie wód Dunajca i zalanie doliny z częścią zabudowy starego Czorsztyna. Domy które uratowano przed zalaniem i wyniesiono do góry stanowią atrakcję dla turystów. Na zachodnim brzegu jeziora wioska Dębno ze starym drewnianym kościółkiem w którym filmowy Janosik brał ślub z Maryną (zabytek ten zapisany jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO). Gościnność gospodarzy skłania nas do stwierdzenia, że w te strony należy powrócić, tym bardziej że mamy w Szczawnicy rodowitą wohyniankę z Pokojami Gościnnymi u Gazdy. W tych dniach mieliśmy jubilatów i solenizantów (a nawet pępkowe), słoneczne dni i trochę deszczu, ścieżki rowerowe asfaltowe i kamieniste,  i ciekawostkę na kolacje – pieczonego barana. Warto wspomnieć o procesji Bożego Ciała w której też braliśmy udział. W kolorowej procesji ozdobionej na każdym kroku motywami góralskimi wyróżniają się stroje które zakładane są tylko na wyjątkowe okazje.

Dziękujemy Pawłowi i Lucynie, Luizie i Markowi a szczególnie Wiktorowi który umilał nam wieczory pod wiatą swą grą na skrzypcach i akordeonie – bez nich wyjazd nie byłby tak atrakcyjny. Cieszmy się że wyjazd odbył się bez przeszkód, awaria rowerowa była tylko jedna. Powrócimy w te strony – może na redyk jesienny ?

Dodaj do zakładek Link.

Możliwość komentowania została wyłączona.